8 listopada 2010

1623 .

Ulice znów tonęły w deszczu, a ja nadal kręciłam się po okolicy szukając każdego innego miejsca, byleby być jak najdalej od domu. Tata , generał dywizjonu Greg, praktycznie swoim biurem uczynił dom. Co chwila pukanie w drzwi, co chwila rozmowa, co chwila jakaś sprawa. Nasze życie od dawna już przestało być prywatne. Jedynie mama w jakiś sposób godziła się z tym stanem, uśmiechając się do wszystkiego i wszystkich, którzy przybywali do taty. Od paru lat mieszkaliśmy we wschodniej prowincji miasta Draconth. W zaciszu, daleko od szumów miasta i po tłoku tam panującego. Jednakże, kiedy wybuchła wojna, pewne rzeczy nieco się zmieniły. Tata dostał awans i się zaczęło. Jako, ze moi rodzice nie potrafili żyć bez siebie tata zdecydował się nas nie opuszczać, pomimo dość obszernego mieszkania zaproponowanego mu w nowym gmachu tzw. Przywódców Obrony Ludzkości. Ja jednak, nie za bardzo lubiłam przebywać we własnym domostwie. Ciągłe rozmowy, bankiety, zebrania, to mi przeszkadzało. Od kiedy tylko pamiętam ciągnęło mnie do natury, do obcowania z nią sam na sam. Do spokoju i ciszy, przerywanej chwilami śpiewem ptaków, szelestem liści i cala reszta. W mieście nie miałam zbyt wielu przyjaciół, wręcz można było ich policzyć na palcach obydwu dłoni. Wojna jednak, zabrała mi i ich. Jednych na wschód, w strony swych rodzin, gdzie mogliby się uchronić, drugich natomiast na front. Na szczęście za moja prośba trafili oni pod opiekę mojego ojca, do dywizjonu Greg. Był to elitarny oddział, zawierający w sobie ludzi o lekko nadludzkich możliwościach, takich jak przewidywanie, szybkość, siła, itp. Nie było to łatwe, aczkolwiek Alice i Nem poradzili sobie. Jako, że byli to jedyni ludzie, których mogłam mieć blisko siebie, postanowiłam podążyć ich ścieżką. Tato obawiając się o mnie nie zgodził się na ten gest, ale pozwolił mi ich odwiedzać co jakiś czas w centrali. Obecnie wygląda to teraz nieco inaczej. Dywizjon mało ingeruje w bitwy, jest raczej od wyzwań specjalnych. Jeśli już to wysyłają tych najzdolniejszych i najbardziej wprawionych, by szybko mogli uwinąć się z zadaniem. Alice zdarzyła być na froncie tylko raz, podobnie jak i Nem, podczas szkoleń praktycznych. Pamiętam jak po jej powrocie nie mogłyśmy się od siebie oderwać, i to, jak opowiadała:
  • Ludzie z naszego Greg są niesamowici! Jeden potrafił w pięć sekund rozprawić się z dziesięcioma Orkami używając tylko do tego siły telekinezy wysyłanej z rak, sama do tej pory nie mam pojęcia jak on się tego nauczył i gdzie. Drugi natomiast potrafił być taki szybki, ze zdezorientowani zielono skórni w strachu przed otumanieniem woleli uciekać. I ja to widziałam! - mówiła z radością Alice.
Zawsze był to mały maniak militariów i sztuki wojennej. Szczególnie ze w mieście nie od dziś słyszano o zdolnościach, szkoleniach i mocach ludzi pod dowództwem mojego ojca. Malo kto jednak miał dowód na niezwykłość tych ludzi. Nem jako chłopak Alice był nieco odmienny, trochę taki jakby zamknięty w sobie. Posiadał ogromny potencjał wiedzy o uzbrojeniu, dlatego z tego powodu przyjęto go do dywizjonu.
Armia wciąż potrzebowała nowych ludzi do pomocy, toteż na dziś, 7 listopada 1623 roku zaplanowano nabór, w tym do dywizjonu Greg. Liczył on garstkę ludzi, było ich około pięćdziesięciu, w tym piętnastu najbardziej wykwalifikowanych biorących udział w bitwach. Defensywna, jak na początku strategia armii uległa zmianie. Postanowiono ruszyć do ofensywy i zakończyć tą batalie. Nieprzerwanie trwająca, od szesnastu lat i pochłaniająca ogromne środki finansowe. Zdecydowano o przyjęciu mniej więcej dwudziestu tysięcy do armii, pięciu tysięcy do sił leczniczych, i stopniowo po trzy, specjalnie wybrane osoby do dywizjonu Greg. Owe osoby dziś, do godziny 18 miały się stawić w centrali, tak więc postanowiłam po porannym spacerze, obiedzie z rodzina udać się tam i razem z Alice oraz Nem przywitać nowych.
  • Podobno są oni niezwykle utalentowani. I przystojni. - szepnęła Alice do ucha Sary.
  • A skąd Ty niby takie rzeczy wiesz?! - z zaskoczeniem spytała.
  • Przecież tu pracuje. Musze wiedzieć takie rzeczy.
  • A Nem nie ma nic przeciwko?
  • Nem, to Nem, znasz go. Cale dnie potrafi przesiadywać w zbrojowni i dopracowywać sprzęt. A skoro go nie ma to mogę się trochę na innych popatrzeć.
Wszyscy stali i czekali na rychłe przybycie kapitana Gregoriego, ojca Sary, wraz z nowymi członkami załogi. Napięcie z minuty na minute wzrastało. Dało się odczuć zaciekawienie, lekkie podniecenie, pomieszane z niecierpliwością i wyczekiwaniem. Każdy ze znajdujących się tam żołnierzy, a było ich razem ze dwudziestu, wpatrzony był w zegarek, wiszący tuż nad drzwiami do sali. Gdy wybiła punktualnie godzina 18, drzwi rozsunęły się a próg przestąpił kapitan, wraz z idącymi za nim trzema osobami. Żołnierze stanęli na baczność by zasalutować powitalnym gestem swojemu dowódcy. Gregory skinął głową, po czym nieprzerwanie idąc ku końcowi sali uśmiechnął się do córki stojącej wraz z przyjaciółka. Sarę jednak przykuło co innego. Gdy dwóch mężczyzn wciąż rozglądało się po twarzach wszystkich tam zebranych, idący w środku miał cały czas wzrok utkwiony w niej. Z początku była trochę speszona tym, ale gdy tylko podniosła wzrok i spojrzała na niego, on natychmiast odwrócił spojrzenie. Następnie gdy doszli na koniec sali, stanął najbardziej po prawo spośród ich trzech stojących obok kapitana. Chwile później gdy uspokoiły się szmery, Gregory Black przemówił:
  • Drodzy przyjaciele broni, dywizjonie Greg, chciałbym wam serdecznie przedstawić kolejnych trzech członków naszej brygady w drodze o pokój na świecie. Jak już zapewne wiecie Armia zmienia strategie toteż zwiększamy szeregi. Spośród kilku tysięcy przybyłych na nabór wraz z rada postaraliśmy wybrać najbardziej utalentowane i uzdolnione osoby. A zatem nie przedłużając powitajcie: Sirila, syna Gustawa i Marii z miasta Merrit; Flario, syna Brita i Ewy, również z Merrit; oraz przybyłego z dalekiej wioski Lorang, Syna Marcusa i Werii, Seibra.

    CDN ..

    Nie jest to doskonałe, aczkolwiek mam nadzieje ze mi wybaczycie mój brak wprawy  ; )

24 października 2010

Czas zacząć .



Rozdział pierwszy


Opowieść ..


Coś się kończy i coś zaczyna, ale chyba nie do końca. Odkąd tylko sięgam pamięcią widzę szmer, gwizdy, kłótnie i ciągłe: trzeba znów się przenieść. I tak od czasu, kiedy to skończyłem 7 lat nieustannie się przeprowadzamy. Powód prosty: wojna. Jak byśmy nie mogli się zwyczajnie dogadać z innymi rasami. My ludzie! Niby najbardziej rozwinięci, cywilizowani a tu jednak, najmniej zaradni. A zaczęło się, hmm w sumie błahostką. Jeden szary elf nie przybył na zgromadzenie, jeden ork i nagle się posypało. Zresztą sam niewiele pamiętam, tylko tyle, ile opowiadał mi dziadek. Rodziców, prawie że nie znałem. Tata , zwyczajny mechanik pojazdowy, dostał wezwanie do armii chwile po tym, jak rozpętało się to coś. Opowiadano mi jak to wyjechał do Draconth w misji budowania tak zwanej "obrony ludzkości". Cala wioska była dumna, że jeden z nich dostał tak szczytny cel. Dwa lata później, gdy już ucichło nieco echo, wojna pochłonęła i moją matkę. Przydzielona została jako pielęgniarka i biegły w sprawach leczniczych do armii. Pamiętam ten dzień jak gdyby to było wczoraj, akurat ten jeden. Otrzymała list, otworzyła go i zamarła. Jej oczy utkwione we mnie zaczęły się szklic, wypełniając powoli łzami, po czym chwyciła mnie i przytuliła. Ona chyba jako jedyna tak naprawdę mnie kochała. Następnego dnia, kiedy to musiała się stawić w pobliskim miasteczku ja nie potrafiłem powstrzymać się od łez. Gdy wsiadała patrzyłem jak pociąg powoli rusza, następnie oddalając się i znikając za linią horyzontu. Było to 14 lat temu, od tamtej pory zostałem sam, no może nie całkiem sam. Dziadzia , stary pryk i konserwatysta, dobrze mnie wychował. Nigdy nie pozwalał bym się zbytnio zamartwiał. Zawsze z uśmiechem na twarzy powtarzał mi, że nie ma tego złego, co by w końcu na dobre nie wyszło. Niestety, najgorsze i go dosięgło. Gdy skończyłem 18 lat nieoczekiwanie zachorował i jego życie z pełnego energii zmieniło się w ciche i powolne oczekiwanie na przyjście tej ostatnich chwili. I w końcu nastąpiło, w dwa lata po pierwszych objawach. Ostatnie jego słowa wciąż są dla mnie zagadką: " tylko nie daj się opętać". Pod koniec swych dni co rusz powtarzał, jak widzi piętnastu rycerza czekających na niego, jak to oni pragnęli go powitać i tym podobne. Choroba najwidoczniej nie tylko zniszczyła go zewnętrznie, ale też i wewnętrznie. Ciężko było mi pozbierać siebie, szczególnie, że mój kontakt listowy z matką nagle ucichł. Dowiedziałem się jednak, że ojciec zginął na polu bitwy i moja mama otrzymując tę wiadomość, upadła na zdrowiu i trafiła do szpitala. Jako, że musiałem dwa lata po śmierci dziadka opiekować się farmą, dopiero dziś mając 23 lata mogę wyruszyć z tej małej wioski, gdzie nic mnie już nie trzyma, do teraźniejszej stolicy Garnathan – wyspy mechanicznych ludzi , miasta zwanego Draconth. Czas bym ja, Seibr, syn Marcusa i Werii odnalazł moją, utraconą przeszłość.

CDN...

1 października 2010

Hellsign - Księga pierwsza.


Prolog


A wokół pusto tak .. cisza jak hałas niszczy. Krople samotnie spadają z twarzy na podłogę. Płacze niebo, płacze słońce, płacze ziemia, zalewając krwią wszystkie krainy.. Ponad chmurami czarny wicher, chłód, ten, który tak nikczemnie pokazuje swój wyraz tańcząc szyderczo pośród nas. I po środku tego wszystkiego ja, a na zewnątrz mnie ciemność. Bezkresna ciemność. Co ja tu tak właściwie robię? czemu nie jestem pośród tych , których widzę, którzy są na dotkniecie moje dłoni , a jednak nie mogę ich dotknąć? czuje ich obecność, lecz.. Co takiego się stało właściwie? Nagle bylem tam, bylem z nimi i nagle ta martwa cisza. Moje ręce, jakby inne, nie czuje ich a jednak są. A ja sam, jakbym unosił się w powietrzu na coś czekając. Czyżbym był wewnątrz siebie? ale jak? Zabili mnie? Zranili? Straciłem przytomność i to jest ten stan? Coś dziwnego....."A gdy nadejdzie ten dzień, pochłonie go ciemność" - czyżby to była prawda? ale ja szary, zwykły piechur, zawsze na rozkaz. Lecz nie najlepszy, zawsze na uboczu. Ja nim nie mogę być, to jakaś pomyłka. Zaraz się zbudzę i będę wiedzieć wszystko, minie ten stan. A co jeśli nie? Jeśli naprawdę to ja, jestem Aniołem Ciemności?